Trzy korony

autor Miguś
101 views

Początek lat siedemdziesiątych ubiegłego wieku. Lato. W lecie w lesie jest mało zajęć. Dlatego to w tym okresie dorabiam sobie do nie najwyższej pensji pracując jako instruktor KO w domu wczasowym.
Praca moja polega w szczególności na wypożyczaniu książek z biblioteki oraz prowadzeniu spacerów po Szczawnicy i okolicach. (Oczywiście ukryta pod płaszczykiem tej pracy jest możliwość uwodzenia kobiet). Prowadzę właśnie spacer nowego turnusu na Bryjarkę, wzniesienie w Beskidzie Sądeckim, z którego roztacza się widok na położoną w dole Szczawnicę oraz na Pieniny.
W liczącej około 40 osób grupie wczasowiczów zauważam zgrabną blondynkę troszkę wprawdzie ode mnie starszą, ale ponętną. Ona również jak gdyby interesuje się bardziej moją osobą niż tym, co usiłuję im przekazać. Często jest blisko mnie, zadaje dużo pytań (najczęściej nie związanych z omawianym właśnie tematem), niby niechcący wpada na mnie, prosi o pomoc przy „wspinaniu się” na wzniesienie.
Jest to dla mnie oczywistym znakiem, że chciała by coś więcej niż tylko posiąść wiedzę o oglądanym krajobrazie i historii Szczawnicy. Omawiając już na szczycie panoramę Pienin, wspominam o przepięknym widoku ze szczytu Trzech Koron w momencie wschodu słońca. Schodzimy powoli na dół.
Ona ciągle kręci się koło mnie i wzmaga działania uwodzicielskie. Już po zakończeniu spaceru pyta mnie, czy po kolacji będzie mogła wypożyczyć jakąś książkę, bo sama mieszka w pokoju i nie bardzo może przez to zasnąć (jak w piosence „ja się boję sama spać”!!!). Oczywiście wyczuwając „świeże mięso” oznajmiam jej, że specjalnie dla niej zaczekam i otworzę bibliotekę.
Zjawia się zaraz po kolacji, nawet nie bardzo stara się ukryć, że z tymi książkami to był tylko taki wybieg. Jest mocno uwodzicielska i wyraźnie daje do zrozumienia, że to nie koniec. Proponuje kieliszeczek czegoś mocniejszego przed spaniem u niej w pokoju. Jak bym się mógł nie zgodzić. Zamykamy więc bibliotekę, i udajemy się do jej pokoju. Otwieram butelkę białego półsłodkiego wina, rozlewam po troszkę do dwóch szklanek (niestety warunki domu wczasowego), i rozmawiamy…
Już po niedługim czasie usta nasze łączą się najpierw w delikatnym pocałunku, a potem coraz bardziej namiętnym. Język mój głęboko penetruje jej jamę ustną, jakby sprawdzając, czy aby oczekujący już w pełnej gotowości mój kutasik znajdzie tam wystarczająco przyjazny dla siebie klimat.
Ręce nasze powoli wędrują po jeszcze ubranych ciałach, jakoby sprawdzając reakcję drugiej strony. Coraz mocniejsze i pełniejsze pożądania pocałunki doprowadzają do szybkiej reakcji w postaci naprędce zrzucanych ubrań. Nasze ręce wędrujące teraz po coraz bardziej odkrytych częściach naszych ciał poznając ich intymne ciepło i obserwując reakcję na dotyk. Kiedy już całe nasze ubrania leżą u naszych stóp rozpoczynamy miłosne zapasy. Barbara (bo tak ma na imię moja nowa „pridupnica”), całując moją klatkę piersiową powoli zniża się w dół, dochodzi do pępka, w nim to zanurza język a następnie smakuje okolice sterczącego już jak wbita w brzuch dzida kutasa.
Nie upływa zbyt wiele czasu a i on sam ląduje w jej ustach. Bardzo ruchliwy język masuje mocno i szybko nabrzmiałą żołądź, która po chwili już bada wielkość jej migdałków. Nie jestem długodystansowcem, czuję więc, że jestem już niedaleko.
Przerywam więc jej działania i sam przechodzę do czynu. Kładę ją na łóżku, zaczynam z powrotem od całowania jej ust, pieszczenia językiem jej podniebienia i figli z jej językiem.
Potem usta moje wędrują niżej , pieszcząc i całując jej szyję, piersi, ssąc jej brodawki, docierają wreszcie do doliny, na której jest źródło.
Naprzód język delikatnie bada jego okolice, natrafia na delikatnie nabrzmiałą łechtaczkę, którą natychmiast usta zaczynają ssać, a następnie znajduje źródło i zanurza się w jego wnętrzu, zlizując nektar rozkoszy. Basia leży nieruchomo cichutko pojękując. Mnie wiem jak długo zabawiam się z jej cipeczką, ale odczuwam, iż już co najmniej była ona dwa razy w krainie rozkoszy. Jej ręce cały czas mierzwią moje czarne, długie włosy. W pewnym momencie mówi „69”! Zmieniam więc pozycję, i wtedy oboje jesteśmy w krainie rozkoszy. Nie dopuszczam do wytrysku.

Darmowe opowiadania erotyczne rysunki erotyczne
Darmowe opowiadania erotyczne rysunki erotyczne

Znów zmieniam pozycję i mocny, zdecydowanym pchnięciem zanurzam się w jej wnętrzu. Jej nogi oplatają moje biodra, każdy mój ruch posuwiście zwrotny powoduje jej drżenie, a mnie nieubłaganie zbliża do końca. Jeszcze tylko dwa ruchy i szybko wyskakuję z jej wnętrza eksplodując na jej brzusio. Obfity wytrysk pokrywa jej ciało.
Najpierw leży spokojnie, potem delikatnie wsmarowuje go w skórę. Jeszcze przez jakiś czas leżymy obok siebie nieruchomo. Po chwili odwraca się do mnie, delikatnie całuje mnie w usta, mruczy rozkosznie, przeciąga swoje zgrabna ciało i już wiem, że dzisiaj nie potrzebna jej będzie książka na zaśnięcie. Wstaję, ubieram się i cichutko wychodzę.
Czas przecież wrócić do domu w ramiona czekającej żony. Cholera, muszę co najmniej z półgodziny pospacerować, bo jeżeli będzie ona też dzisiaj chciała, to miałbym trudności od razu.

Minęło kilka dni. Na dziś zaplanowana jest prelekcja zaprzyjaźnionego lekarza uzdrowiskowego na temat zalet i właściwościach leczniczych Szczawnickich wód. Siedzę w pomieszczeniu biblioteki i czekam na jego przyjście. W sali jadalni, gdzie ma się odbyć prelekcja powoli zbierają się ludzie, a że dziś trochę pada, powinna być niezła frekwencja. Właśnie przeglądam świeżo zakupione do biblioteki książki, gdy wchodzi Barbara.
Jest uśmiechnięta i widać po niej, że oczekuje nie tylko miłego słowa. Zdecydowanie, tonem nie znoszącym sprzeciwu oświadcza mi, że wieczorem po zamknięciu biblioteki oczekuje mnie u siebie w pokoju.
No cóż, przecież nie można odmówić tak „miło” proszącej kobiecie. Prelekcja przebiegła nawet dobrze, było zainteresowanie tematem, a nawet pytania do prelegenta. Wczasowicze na kolację do jadalni, a my do pokoju kierownika na małą przekąskę i oczywiście kieliszeczek czegoś mocniejszego. Że też nigdy bez tego nie może się obyć. Nie jestem abstynentem, a nawet powiem, że lubię się napić, ale czasem mam już po prostu dosyć. Gdzie byś się nie ruszył, tam wódeczka, a nie wypijesz, to kto wie, czy nie donosisz.
Po pożegnaniu z lekarzem-prelegentem otworzyłem bibliotekę i przez ponad dwie godziny wypożyczałem książki. Nie żeby tylu było chętnych, ale taki mam czas pracy. Gdy już skończył się czas oczekiwania na interesantów zamknąłem bibliotekę i udałem się do pokoju Barbary. Ubrana w satynowy króciutki szlafroczek, zresztą bardzo seksi, otworzyła mi drzwi i zdecydowanym ruchem nakazała mi wejść do pokoju. Okazało się, że nie jest sama. W łóżku leżała zbliżona do niej wiekiem brunetka.
Chyba była naga, przykryta prześcieradłem po szyję. Barbara powiedziała, abym usiadł i nalał sobie wina, które stało na stole i chwilkę poczekał, bo przerwałem im zabawę, a one są już blisko. Po tych słowach zrzuciła szlafrok i zanurzyła się pod prześcieradło. Wyraźnie widać było, jak jej głowa ląduje między nogami leżącej tam kobiety a zgrabna pupa wypięta do góry przemieszcza się, aby zająć pozycję „69”.
Co miałem robić? Cicho i grzecznie usiadłem przy stole, nalałem sobie kieliszek (szklankę) wina i zacząłem obserwować. Tego przecież mi nie zabroniono. Po chwili z pod prześcieradła wynurzyła się znowu głowa Barbary, która powiedziała
– przepraszam, zapomniałam Ci przedstawić, to jest Weronika. – I znów zniknęła.
– Bardzo mi przyjemnie- odpowiedziałem.
Minęło dobrych kilka minut, jak z ust obu kobiet wydobył się jęk rozkoszy, a ciałami ich wstrząsać zaczęły drgania. Gdy to wszystko ustało, Barbara wynurzyła się z pod kołdry, i patrząc na mnie spytała
– Ty jeszcze nie rozebrany, my przecież już jesteśmy gotowe, nie będziesz musiał się wysilać z grą wstępną tylko od razu i po kolei nas zaspokoisz.
– Odpowiedziałem – Nie jestem taki pewny, czy dam radę.
Obie się tylko roześmiały, a Weronika powiedziała do Barbary
– chyba nie wie jeszcze do czego są zdolne nienasycone kobiety.
Co było dalej, to lepiej dokładnie nie opisywać. Kochaliśmy się w różnych konfiguracjach i na różne sposoby. Po ich zakończeniu nie byłem wstanie nawet ręką ruszyć, a co dopiero czym innym. Mój biedny mały kutasik zwisał całkowicie wykończony. Po chwili odpoczynku dopiero dowiedziałem się, że nie tylko po to zostałem zaproszony przez Barbarę. Okazało się, że zebrały grupę ludzi, a konkretnie jeszcze dwa małżeństwa i chcieliby zobaczyć ten opisywany przeze mnie na pierwszym spacerze wschód słońca na Trzech Koronach. Uzgodniliśmy wstępny termin, i chwilę porozmawialiśmy o „ekwipunku” na tę wyprawę oraz zapisałem sobie nazwiska wszystkich uczestników, celem załatwienia zezwolenia na wejście na teren Pienińskiego Parku Narodowego w godzinach nocnych.
Powoli zacząłem się ubierać, ale nie dane mi było w tym momencie skończyć tę czynność, gdyż obie oświadczyły, że to co było, to dopiero rozgrzewka, a reszta właśnie za chwilę.
I wtedy to już naprawdę było wszystko, co na temat seksu wiedziałem. Nad ranem wymknąłem się po cichu z jej pokoju i ledwo żyjąc dowlokłem się do domu.

Jest ciepła lipcowa noc. To właśnie dziś z grupą sześciu osób (znanymi już Barbarą i Weroniką oraz dwoma małżeństwami, około 45-letnim Stanisławem i zbliżoną do niego wiekiem Haliną i około 40-letnim Zdzisławem i jego w nieokreślonym wieku żoną Danutą), wybieramy się podziwiać wschód słońca ze szczytu Trzech Koron.
Jak zapewne wiecie Barbarę i Weronikę zdążyłem (i Wy też) poznać już bliżej, natomiast pozostałych uczestników wyprawy tylko widziałem, ponieważ w pierwszym moim spacerze nie uczestniczyli, jak również nie korzystali z biblioteki. Widocznie mieli ciekawsze rzeczy do robienia na wakacjach niż czytanie książek. Według ustaleń mają mnie zabrać samochodem o drugiej w nocy z pod restauracji Halka.
Krótka droga do Krościenka i potem już pieszo dalej. W planie wycieczki wyjście na Trzy Korony, tam witamy wschód słońca, następnie schodzimy na przełęcz Szopka, gdzie planujemy zjeść śniadanie i dalej niebieskim szlakiem do Czorsztyna, wcześniej zaczepiając o przełęcz Snoska. Tam to właśnie znajduje się pomnik Władysława Hasiora tzw. Gające organy. Prawie punktualnie zatrzymuje się przy mnie samochód i przez otwarte okno zostaję przez Danutę zaproszony do środka.
Po niedługiej chwili dołącza do nas drugi samochód i już jesteśmy w komplecie. Szybko dojeżdżamy do Krościenka, na rynku zostawiamy samochody i ustaliwszy kolejność marszu ruszamy w góry. Wędrówka nasza wiedzie przez lasy Pienińskiego Parku Narodowego, zachowujemy więc daleko idącą ostrożność oraz ciszę, aby jak najmniej zakłócać rytm życia prawowitych mieszkańców kniei.
Całe prawie dwie godziny zabiera nam dojście do miejsca pod samym szczytem Trzech Koron. Chwila odpoczynku, a że już zaczyna się rozjaśniać czas powoli ruszać na sam szczyt, a raczej na jeden ze szczytów, ten na którym znajduje się platforma widokowa. Wąską ścieżką gęsiego, pomagając sobie nawzajem wspinamy się na szczyt.
Wydawało by się komuś, (szczególnie ludziom, którzy znają to miejsce), że to tylko parę kroków, owszem stromych i po skałach, ale blisko, ale idźcie tam prawie po ciemku, to sami się przekonacie. Wreszcie jesteśmy. Odpoczywamy patrząc z niedowierzaniem, jak to zjawiskowo budzi się do życia nowy dzień na szczycie gór.
Uczestnicy „wyprawy” skupieni stoją, patrząc i cichutko komentując powstające zjawiska. Stoję z tyłu i obserwuję grupę. Stanisław przytula do siebie Barbarę i Weronikę a do Zdzisława tuli się jego żona Danuta i żona Stanisława Halina. Słońce powoli wychyla się z za gór coraz bardziej rozświetlając znajdujące się na wschodzie pasmo Małych Pienin, a będąc coraz wyżej zaczyna rzucać pierwsze promienie na znajdujące się na południu Tatry…
Dotychczas słuchałem wypowiedzi innych, teraz wtrącam się w ich ochy i achy i zaczynam objaśniać im widoczną panoramę. W dole jeszcze w delikatnym mroku płynie Dunajec, rozpoczynając swój bieg przez słynny przełom Dunajca w Pieninach. W pewnym momencie podchodzi do mnie Halina, przytula się przymilnie i całując namiętnie w usta mówi „dziękuję”. Patrzę trochę przestraszony na jej męża, bojąc się jego reakcji, a ona uchwyciwszy mój wzrok cichutko szepce mi do ucha
– Wiesz, my wszyscy tu jesteśmy libertynami i już pierwszy raz mamy za sobą. Myślę, że wiesz o co mi chodzi.
Patrząc uspokojony odpowiadam, że czytałem trochę Markiza De Sade. Chwilę jeszcze kontemplujemy widok i zbieramy się do zejścia ze szczytu. Stanisław idzie pierwszy ja zamykam grupę. Po zejściu ze szczytu swobodnym krokiem i szykiem dochodzimy do przełęczy Szopka. Tu przy stołach ustawionych dla turystów przez dyrekcję Pienińskiego Parku Narodowego jemy śniadanie. Dzień zapowiada się upalny.
Po zakończeniu konsumpcji opowiadam o samej przełęczy, o biegnącym od niego w kierunku południowym wąwozie Szopczańskim prowadzącym do miejscowości Sromowce Niżne, leżącej nad brzegiem Dunajca. Pierwsi turyści pojawiają się już na przełęczy, zbieramy się więc i ruszamy w dalszą drogę. Idziemy powolutku podziwiając widoki, otaczające nas lasy świerkowe i endemiczną roślinność mijanych łąk.
W pewnym momencie Halina rzuca propozycję postoju, z możliwością opalania. Chwilę się zastanawiam, i decyduję, że taki postój nastąpi po opuszczeniu terenu Parku Narodowego. Propozycja zostaje zaakceptowana.
Kiedy już opuściliśmy teren Parku Narodowego znaną sobie z myśliwskich wędrówek ścieżką opuszczam szlak turystyczny, potem opuszczam również ścieżkę i idąc bezpośrednio przez las doprowadzam naszą grupę do niedużej polanki położonej na południowym stoku a wiec mocno nasłonecznionej.
Tutaj z dala nie tylko od szlaku ale też od ścieżki możemy czuć się całkowicie swobodni, co zaraz wszystkim oświadcza. U podnóża znajdującej się w północnej części polanki skały bije krystalicznie czyste źródełko, z którego korzystają dzikie zwierzęta, a z którego i my możemy skorzystać. Panie natychmiast zrzucają z siebie resztki odzieży i całkowicie nagie wyciągają się na wyjętych z plecaków ręcznikach, panowie natomiast spokojnie i powoli się rozbierają, wypowiadają swoje uwagi.
Ja również zdejmuję koszulę, ale nieprzyzwyczajony do nagości wśród tylu ludzi pozostaję w spodniach. Natychmiast słyszę drwiące zapytania, że czyżbym nie miał co pokazać, że się nie rozbieram? Uśmiecham się tylko delikatnie pod nosem i pozostaję nadal nierozebrany. Wszyscy cichną i tylko słońce pieści nagie ciała. Siedzę na skraju cienia plecami oparty o skałę. I chyba się na chwilę zdrzemnąłem…
Obudził mnie dotyk czyiś ust na moich wargach, jak również świadomość, że czyjeś dłonie rozpinają mi rozporek i dostają się do będącego przecież całkiem nieprzygotowanym kutasa. To Halina z Danutą zajęły się mną.

Darmowe opowiadania erotyczne rysunki erotyczne
Darmowe opowiadania erotyczne rysunki erotyczne


Kątem oka zauważyłem, że Barbara z Weroniką już „obsługują” Stanisława i Zdzisława, zawzięcie ssąc ich członki. Ja też właśnie poczułem ssanie. Gdy jedna z pań zamyka mi usta pocałunkiem, druga intensywnie działała na rzecz pionowania mojego przyrodzenia. Rozpoczęta w ten sposób orgietka trwała prawie dwie godziny, a ilość konfiguracji nas siedmiorga, jak również ilość przeżytych przez Panie orgazmów była wręcz nie do policzenia.
One i tak były po tym w pełni sił, czego nie można powiedzieć o nas. Jeszcze około godziny poddawaliśmy swe ciała regeneracji przez promienie słońca i trzeba było ruszać dalej. Wróciliśmy na szlak i zgodnie z planem dokończyli wspólną wędrówkę.
Do końca trawie turnusu spotykałem się i uczestniczyłem w zabawach w różnym stanie osobowym i w różnych konfiguracjach, ale z udziałem co najmniej jednej z wyżej wymienionych osób. Później jeszcze przez kilka lat najczęściej w wakacje spotykaliśmy się jeszcze , ale już nigdy nie byli wszyscy tak razem, jak również nie przeżyłem tak fascynujących chwil.

Autor tekstu: Miguś

Autor ilustracji: mrumru

Kopiowanie naszych prac jest dozwolone tylko na warunkach

wolnej od opłat licencji:  LIcencja CC BY – NC 3.0

You may also like

3 komentarze

Bjork 11 marca, 2021 - 13:06

Świetne !

Reply
Olga 11 marca, 2021 - 16:07

Język mój głęboko penetruje jej jamę ustną, jakby sprawdzając, czy aby oczekujący już w pełnej gotowości mój kutasik znajdzie tam wystarczająco przyjazny dla siebie klimat.

Reply
Gerine 14 marca, 2021 - 21:51

piękna mrumru………….. 🙂
tu cie znalazłem :-))))))))

Reply

Leave a Comment